Zdzich

Ostatnio przeglądałam aukcje allegro i zobaczyłam na stronie” konie i kuce” ofertę sprzedaży starego, kilkunastoletniego, siwego wałacha. To ogłoszenie sprawiło, że ożyły moje dawno już zapomniane wspomnienia:

Nie pamiętam który to był rok. Może 2005 albo 2006. Prowadziliśmy już wtedy z przyjaciółmi pobyty integracyjne dla osób niepełnosprawnych intelektualnie i ruchowo. Któregoś dnia przyjechał jeden z organizatorów- Marian i powiedział, że jego koleżanka z klubu rotariańskiego chce oddać nam na zasłużoną emeryturę siwego , dużego konia, wałacha. Oczywiście się zgodziliśmy! Wiedzieliśmy o nim tylko tyle, że chodził w woltyżerce i nie lubi jak się go bierze za nogi (Trzeba uważać, bo potrafi kopnąć). Po jakimś czasie nadjechał koniowóz ze znajomymi mojego męża z kursu hipoterapii, którzy przywieźli konia. Wrażenie było imponujące. Koń przy naszych hucułach wydawał się ogromny! Biały i dostojny. Potężny! Z koniem przyjechała kartka ,,Zdzich, mężczyzna po dwudziestce” Ci co go znali wcześniej z klubu, mówili,że odkąd pamiętają Zdzich był mężczyzną po dwudziestce. Chciałabym napisać o pierwszych dniach konia u nas i o pięknej przyjaźni, która się z tym łączy. Szybko okazało się, że Zdzich, zanim do nas przyjechał, albo stał tylko w stajni, albo na jego wybiegu nie było pastwiska. Nie umiał jeść rosnącej trawy! Nasza córka Ada miała wówczas około dwunastu, trzynastu lat. Jej wielki przyjaciel Sergiusz (wszystkim znany jako Serek) trochę mniej. łączyła ich miłość do koni i wszystkich żywych stworzeń.Byli naprawdę parą autentycznych , nierozłącznych kumpli. Postanowili pomóc zwierzęciu. Pamiętam ich jak dziś, siedzących na padoku naprzeciwko Zdzicha, trzymających w rękach garście trawy i czule przemawiających do zdezorientowanego konia „Zdzisławie prosimy, skosztuj. To bardzo dobre! To naprawdę smaczne. Ależ Zdzisławie nie daj się prosić!” Siedzieli tak całymi godzinami namawiając Zdzisława do jedzenia. Oczywiście udało im się!

Stał się naszą wizytówką. Był reprezentatywny i spokojny. Zapomniał o kopaniu. Dzieci go uwielbiały. Mężczyzna po wiecznej dwudziestce był u nas około dwóch lat. Potem zaczął się pokładać na pastwisku, jeszcze kilka razy udało się go podnieść, ale pewnego dnia położył się w rogu stajni i odszedł. Kiedy zobaczyłam zwłoki Zdzicha, nie mogłam wyść ze zdumienia. Ten duży i potężny koń zajmował mały kawałek niwielkiego boksu. A właściwie jego rogu. Po białym rumaku  który nie potrafił jeść trawy z ziemi została tylko nasza pamięć, tak jak po przyjaźni Ady i Serka, których drogi z różnych przyczyn się rozeszły.I dopiero teraz siwy kłusak, też nie młody, bo kilkunastoletni przypomniał mi te stare już czasy: czasy początków naszych przyjaźni z wieloma ludźmi. Często takich, które trwają po dzień dzisiejszy i jeszcze nabierają głębi, ale i takich które minęły… Choć szkoda i żal, że może zbyt łatwo pozwoliliśmy im odejść!

Agrobaba

Opublikowano Blog | 1 komentarz

Jedna odpowiedź na „Zdzich

  1. babcia65 pisze:

    Kontakt z przyrodą ,że zwierzakami ubogaca naszą osobowość, jeśli tylko to nasze czynienie ziemi poddanej sobie , jest mądre i uwzględnia to, że bracia mniejsi i zależni od nas też mają pewne uczucia i emocje a na pewno czują ból, i radość, spokój i strach. Od nas ludzi i opiekunów zależy czy ich życie będzie znośne czy koszmarem. Te wspomnienia przypominają mi opowieści Jana Grabowskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>