Natura nie znosi pustki

NATURA NIE ZNOSI PRÓŻNI

Z każdym rokiem robię się coraz bardziej sentymentalna, uczuciowa, ,,wrażliwa”, miękka, mało odporna na to co dzieje się koło mnie, na moim podwórku, w kraju i globalnie na całym świecie! Jest to tym śmieszniejsze, że mało co zależy od nas szaraczków, a już najmniej ode mnie personalnie. Do rzeczy! Jest wiosna! Najpiękniejsza pora roku. Moim zdaniem pierwszym i najważniejszym symbolem tejże jest – bocian! Co roku czekam na niego z utęsknieniem. Jestem  zaniepokojona, zazdrosna i nieszczęśliwa, gdy na innych gniazdach w okolicy już są, a u nas jeszcze nie. W tym roku bocian pojawił się o czasie. Kilka dni później jak trzeba przyleciała ona! Życiowa partnerka, pani bocianowa, przyszła matka bocianich dzieci (czyli bocianiątek). Co roku też oglądamy  jak się co wieczór witają, jak do siebie klekoczą, jak , „przytulają”. Piękny to widok (jeszcze dla kogoś tak wrażliwego jak ja) patrzeć na miłość, oddanie, przywiązanie i całą gamę innych uczuć i zachowań tak pięknych i pożądanych! Poważnie! Dla mojej skromnej osoby to wzór do naśladowania dla wszystkich gatunków, w tym i oczywiście homo wiadomo (sapiens). I na tym koniec sielanki. Trwała raptem dwa dni! Trzeciego wieczorem przyszedł z podwórka mój mąż i od progu oznajmił – nie ma jednego bociana! Nie wrócił na noc do gniazda! Może nie zauważył (pomyślałam). Nie ma – powtórzył bezlitośnie – rano też go nie widziałem, ale widziałem orła bielika. Są już dwa gniazda, zeszłoroczne młode polują, są głodne, jest jeszcze mało pożywienia dla nich. Od pięciu czy nawet więcej lat orły są naszą chlubą. Chwalimy się nimi znajomym opowiadamy jakie to szczęście dla okolicy, że są i przez lata nie zmieniły terenu gniazdowania. No tak, ale nie przyszło mi na myśl, że wezmą się za NASZE BOCIANY! Bardzo musiałam się starać, żeby im nie złorzeczyć. Tłumaczyłam sobie, że to natura, że tak musi być! ale…. wiem, że to głupie, ale pomyślałam- ta wiosna jest stracona. Następnego dnia trudno mi było spojrzeć na gniazdo, ale oczywiście musiałam! Samotny bocian stał na nim. Stał całymi godzinami. Nie usiadł nawet na chwilę! Bardzo smutny widok. Wiem, wyczytałam, że bociany po śmierci partnera znajdują sobie następnego! Tak, ale nie w tym roku (myślałam), ten sezon stracony! I ten samotny biedak na gnieździe! Minęło następne kilka dni. Wyszłam rano na werandę i widzę jak wysoko po niebie frunie duży ptak. Najpierw przyszło mi na myśl, że to ten (no cóż pomyślałam- obrzydliwy, wstrętny) orzeł leci dokończyć dzieło. Ptaszysko było coraz bliżej i niżej i wtedy zobaczyłam, że to bocian! Leciał i klekotał. Nasz z gniazda mu „odklekotywał”, a ten leciał coraz niżej i w końcu stanął obok. Trwało to chwilę (kiedy tak stały „łeb w łeb”). Następnie obcy dostał reprymendę dźwiękową i dziobową i odleciał w siną dal! Kiedy opowiedziałam o tym mojemu mężowi, powiedział –  ”coś jest na rzeczy – one „gadają” ze sobą już kilka godzin”. Nie wierzyłam, że miłość bociania może być tak krótka, nie wierzyłam… a jednak już następnego ranka dwa bociany witały się ze sobą czule, klekotały, tańczyły i takie tam. Za kilkanaście dni pojawią się młode (a może już są, nigdy nie udaje mi się dojrzeć). Troszkę mi smutno, że miłość, wierność trwała tak krótko. Trochę! Przypominam sobie wtedy samotnego bociana stojącego nieruchomo wiele godzin i przychodzi mi do głowy, że natura jednak jest mądra…..i nie znosi próżni!

Opublikowano Blog | Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>