Blog czyli opowieści agrobaby



„TYTUS”

Była późna wiosna, a może dopiero, co rozpoczęta pora wakacyjnego szaleństwa. Magda (nasza wolontariuszka) pomagała Markowi w obrządku. Właśnie wybierała siano dla koni, kiedy zobaczyła leżące na nim,  pod belką stropu, gniazdo a obok dwie małe, świeżo wyklute jaskółki. Jedna martwa, druga żywa i całkiem ruchliwa. Ptaszek trafił do domu (do klatki po kanarku). Był taki malutki. Nieopierzony i zupełnie bezradny. Na domiar złego nie mieliśmy pojęcia, czym go karmić. Ta niewiedza (łatwa do naprawienia) nie stanowiła największego problemu. Po chwili wiedzieliśmy (Internet), co jedzą małe jaskółki, ale jak mu to jedzenie podać? Pierwsze próby były niezbyt udane. W końcu trochę na siłę (otwierając ręką dzióbek), trochę sprytem (lub może mówiąc prawdę, licząc na instynkt biedaka) udało się go nakarmić. Potem szło coraz lepiej. Zwierzątko miało silny instynkt przetrwania- my silną wolę udowodnienia, że damy radę. Już wieczorem miał imię – Tytus. Karmiony często (nawet bardzo) rósł jak na drożdżach. Patrzyłam z rozbawieniem na Magdę. Zachowywała się identycznie jak ja podczas karmienia swoich dzieci- otwierała usta w tym samym czasie co ptaszek. Ten z zresztą migiem nauczył się, że wyciągnięta ręka znaczy pokarm. Miał więc ciągle otwarty dziób, gdy ktoś stał przy klatce. Zaczął się pobyt integracyjny. Z nim dzieci mocno zaangażowane w łapanie much. Całe towarzystwo biegało z packami. W czasie posiłków zanim usiedli do stołów, słychać było przekrzykiwania: Ada mam 40, a ja 60, a ja, a ja…

Któregoś dnia mój mąż stwierdził, że much jest za dużo. Nie da się zjeść, nie da się wytrzymać. Zrobił zatem regularny oprysk- czyli wytruł owady! Źródło pożywienia Tytusa! Trzeba było widzieć te spojrzenia pełne autentycznej niechęci do szefa, ba! Prawdziwej nienawiści! Głód zajrzał ptaszynie w oczęta, a nam w oczęta zajrzało widmo rychłego pochówku! Na oczach całej płaczącej integracji. Marne łowy (baliśmy się, że resztka żywych niedobitków jest podtruta) skłoniły mnie do szukania pomocy u mojej koleżanki ornitolog. Ratuj, poprosiłam! To był piątek – pamiętam. „ Możesz karmić ją mięsem mielonym” usłyszałam. W soboty w Nowogrodzie jest targ. Pojechałam tam i kupiłam nową karmę dla pupila. Koszmar z muchami nareszcie się skończył! Nie musieliśmy jeść posiłków z bzykami na przystawkę, a Tytus nie musiał głodować. Nowe jedzenie bardzo mu smakowało.

Był już całkiem opierzonym młodzieńcem. Tak! Pierwszy raz udało się przez przypadek naszej córce nadać imię zgodne z płcią (prawie zawsze kobiety zwierzęce noszą imiona męskie). Czas mijał. Jaskół dorósł do nauki latania. Dziewczynki i chłopcy dużo czasu spędzali na niej. Biegali po okolicznych łąkach, podrzucając Tytusa do góry. Najpierw nisko, żeby móc go złapać (a tym samym uchronić przed upadkiem na ziemię), potem coraz wyżej. Pewnego dnia ptaszek pofrunął sam. Najpierw był to daszek werandy, potem dach domu. W pewien deszczowy dzień, jak zwykle odbywała się nauka latania. Młody odfruwał już całkiem daleko. W pewnym momencie zerwał się wiatr i zaczął padać ulewny deszcz. Dzieci w krzyk. Ktoś widział, że spadał na ziemię! Ktoś inny, że wcale nie! Nasza córka zaczęła zawodzić, iż wolałaby żeby Tytusa pożarło jakieś zwierzę, niż miałby umierać śmiercią głodową. Na wszelki wypadek zagwizdała i… Nagle jaskółka usiadła na jej ramieniu!

Historia niestety nie miała dobrego zakończenia. Kilka dni później dziewczynki znalazły go martwego na dnie klatki, gdy rano przyszły ze śniadankiem. Dowiedzieliśmy się, że jaskółki nie są w stanie trawić mielonego mięsa wieprzowego. A my tak się cieszyliśmy, że chętnie i dużo je!

Opublikowano Blog | 3 komentarzy

„MAURYCY”

Pierwsze lata swojego dzieciństwa spędziłam u dziadków w Łowiczu. Mieszkałam tam z dwójką ciotecznego rodzeństwa: pięć lat starszą siostrą , cztery lata starszym bratem, ich mamą i oczywiście babcią i dziadkiem. Żyłam jak w bajce. To był naprawdę magiczny czas. Głównie działo się tak za sprawą dziadka (ale to już inna historia).

(więcej…)

Opublikowano Blog | 1 komentarz

Witam na naszym blogu!

Dzień dobry!

Serdecznie witam na naszym blogu.
Długo zastanawiałam się, o czym powinny traktować wpisy na naszej nowej stronie. Czy o przyszywanej córce Grażynie, o której na pewno często będę pisać, bo czuję taką potrzebę, czy o naszej działalności z niepełnosprawnymi, czy w końcu o codziennych sprawach gospodarstwa, bo jest ich wiele? Cóż, głupia ja! I o tym i o tym i wielu jeszcze innych sprawach, po prostu!

„Agnieszka”

(więcej…)

Opublikowano Blog | 4 komentarzy